Dodano: 2007-10-28 19:30
Błogość nie trwała zbyt długo, gdyż jej ciałko przeszył paraliżujący ból. Coś ją rozdzierało od środka, nie dawało spokoju. Przed jej oczyma zaczęły przelatywać kolejne obrazy z minionej walki. Nie chciała na to patrzeć, nie chciała tego na nowo przeżywać, to było ponad jej siły, przynajmniej w tym momencie.
Zwinęła się w kłębek, zakryła dłońmi uszy, mocniej zacisnęła powieki. Nie dawała już rady. Coś w niej krzyczało, coś ją paliło od środka. Pod palcami czuła ciepłą ciecz, w ustach miała metaliczny posmak...
Chciała tylko, żeby ten koszmar się skończył. Dlaczego jeszcze czuła? Czemu nie odeszła? Tak było by lepiej, z pewnością dla niej.
-Nie dam już radyyyy!!!- żałośnie zawyła. Jej skowyt rozniósł się po całej okolicy.- Nie, nie można tak, Morti, jesteś silna, walcz z tym, nie jesteś tchórzem, dasz radę, dasz rade- cicho sobie powtarzała.
Nagle poczuła coś ciepłego na ramieniu, coś jej bardzo bliskiego. Czuła to. Było to dla niej jak wybawienie z dręczących ją męczarni. Otworzyła zmęczone ślepia i przed nią powoli zaczął ukazywać się obraz sinoniebieskiego Taga.
-Draugen, mistrzu, ja...
-Nic nie mów, zabiorę Cię stąd- przerwał, kładąc palec na jej drżących ustach.
Wziął wilczycę na ręce i zaczął kierować się w stronę możliwego wyjścia z gruzowiska.
Znowu poczuła się bezpiecznie. Wtuliła twarz w jego tors i odpłynęła w poszukiwaniu swego spokoju...
Dodano: 2007-10-28 19:48
Wilk był w postawie imponujący, nigdy wcześniej nie czuła jego zapachu, tak czy inaczej wlazł na jej teren.
A to zawsze niosło za sobą ściśle określone konsekwencje...
Nie wydawał sie zaskoczony widząc zmierzającą ku niemu zgrabną sylwetkę kobiecą, skąpaną w blasku księżyca.
Spokojnie siedział w cieniu, świecąc ponurym blaskiem ogromnych ślepi. Czekał
Zbliżyła się na tyle, że mogła go w każdej chwili sięgnąć szponami, zabrakło jej refleksu...
Ogromna bestia w tym momencie przeobraziła się w gigantyczny cień, który rzucił się na wilczycę, zbijając ja z nóg i unosząc ze sobą, w jakieś najciemniejsze odmęty przeklętego miejsca...
Zanim cień skłonił ją do kolejnego uśnięcia uderzeniem w głowę, zdążyła zatopić w nim kły, znakując przebywaną trasę czarną posoką...
Zjawa boleśnie zawyła...
Dodano: 2007-10-28 20:22
Niebiosa ciemniały z każdym kolejnym jego oddechem, potężne błyskawice rozdzierały je co chwilę, grzmiąc donośnie i zagłuszając wszelkie inne odgłosy. Zakapturzony czuł, że dzieje się coś, czego nie przewidział, coś niedobrego.
- Niech cię szlag... - skrzeknął i wniósł się ku dalekiej wyspepce, na której dumnie wznosiły się jakieś potężne ruiny. Gdy znalazł się tuż nad nią, opadł na porosły suchą trawą grunt, i powędrował cichą aleją, wzdłuż której wznosiły się antyczne kolumny.
- Nawzajem. - odrzekł Rogaty i skupiwszy się, ruszył na skraj lądu, a wijące się cienie ustąpywały mu drogi. Gdy stanął na krawędzi, wyobraził sobie ścieżynkę wiodącą w górę, ku ruinom, po czym skoczył przed siebie. O dziwo, miast spaść w gardziel otchłani, wylądował na miękkim, ziemistym podłożu. Na zaczątku dróżki. Kroczył przed siebie pewnie, wiedząc, że każda chwila zwątpienia nieuchronnie nieuchronnie sprowadzi nań zagładę, a pod jego stopami usypywał się ziemisty szlak, który szybko obrósł cierniowymi pędami. Dotarł na górę szybciej niż zakładał, głownie dlatego iż wyobraził sobie, że wyspa wcale nie znajduje się tak daleko, jak to się wcześniej wydawało. Podążył teraz w głąb ruin, milczącą aleją, docierając na niewielki dziedziniec z fontanną, gdzie zastał niezwykły widok...
Dodano: 2007-10-28 20:53
Czarny cień szarpał się z rozwścieczoną do granic możliwości Nimdraug. Rzucała się na wszystkie strony, ale za każdym razem drogę zastępował jej znienawidzony fantom.
Dostrzegła znajomą postać i bezskutecznie próbowała do niej dobiec, gdy wielki cień przemienił sie nagle w zakapturzoną postać, i brutalnie przytrzymał wyrywającą się wilczycę za włosy.
Nastała chwila ciszy...
Dodano: 2007-10-28 21:04
- O co teraz ? - zakapturzony wyłonił się zza wzniosłej fontannych, wraz ze znajomą Wilczycą. Widząc to Rogaty tylko zmrużył oczy i podrapał się po łbie.
- Myślałem, że takie potężne istoty jak ty, nie uciekają się do tak żałosnych metod. - stwierdził z niesmakiem.
- Ona jest moja i mogę ją strącić w otchłań. Ocalę ją, jeśli mi się poddasz.
- Popełniasz kolejny błąd, przyjacielu. - stwierdził Xibalbha, zbliżając się do nich powolnym krokiem. - Pamiętasz chyba kim jestem ? Diabelstwem, jakby nie patrzał. Zawsze mi to wmawiali i chyba mieli rację. - syknął i uśmiechnął się wrednie. - Może jakby to wilcze dziecię cokolwiek dla mnie znaczyło, wahałbym się. Może, bo ze mną nigdy nic nie wiadomo. Lecz dzięki temu zdołałem przetrwać, na złość takim padalcom jak Ty. Możesz ją sobie wziąć, mój drogi. Już nic cię nie ocali, a na pewno takież podłe sztuczki. - ryknął i klasnął dłońmi, a zakapturzony z trwogą zauważył jak grunt za nim powoli zaczyna się osypywać. Dostrzegł też cieniste kształty pośpiesznie przemykające wśród ruin, lecz trzymające się z dala.
- Mówiłem wam, że nie warto ufać temu diabelstwu. - szepnął do Nimdraug, po czym cisnął ją o glebę. Wylądowała tuż przy krawędzi lądu, która zdawała się z każdym tchnieniem coraz to bliższa.
Dodano: 2007-10-28 21:22
Pod nią rozwierała się otchłań, pozbierała się na kolana i zaczęła się wycofywać, zachwiała sie jednak i runęła w dół. Pędząc coraz prędzej i prędzej widziała zbliżający sie koniec. Zamknęła oczy, oczekując wstrząsu...
jednak nic takiego nie nastapiło.
Nimdraug wzdrygnęła się i skoczyła na równe nogi, leżała tam gdzie sie położyła, żadnych cieni, zdradliwych demonów, czarnych wilków.
Poczuła niezwykłą ulgę, mimo że nadal dygotała.
Usiadła z powrotem odgarniając długie włosy na plecy i wtedy, w nikłym świetle księżyca, ujrzała drzemiącą obok siostrę.
Kamień spadł jej z serca...
Dodano: 2007-10-29 18:38
- Szlag. - przemknęło mu przez myśl gdy spostrzegł jak wilczyca osuwa się w niezbadaną, grzmiącą czeluść. Na chwilę zagubił się w swoich myślach, lecz otrząsnął się i doskoczył do zakapturzonego. Chwycił go za gardło, i spojrzał w mrok wijący się pod jego kapturem.
- Masz szczęście, bracie. - syknął. Kątem oka dostrzegł zbliżające się cienie.
- Nieźle namieszliśmy... hahaahahahaha. A Ty wiele się jeszcze musisz się nauczyć, przyjacielu. - odrzekł zakapturzony i zachichotał diabelnie. Rogaty odtrącił go, parsknął i rzucił się w otchłań za Nimdraug. Miał nadzieję się zdoła się rozbudzić, nim ona zosatnie pochwycona przez gardziel pustki. Ryknął, skulił się i wyrwał siebie wężowaty cień. Dalej pamiętał już tylko błogość, muśnięcie wiatru, znajomą sylwetkę niknącą we mgle, pośród leśnych ostępów. Wydawało mu się, że wpadł w rzeźką toń oceanu, poczuł przyjemny chłód, dosłyszał szum fal, który z wolna począł przechodzić w niepokojące buczenie, przemieszane trzaskami i rozpaczliwymi wołaniami. Woda poczęła go parzyć...
- AAARRRGGGGHHHHHH !!! - dosłyszała tylko potężny ryk, wydobywający się z czeluści płonącego budynku i spojrzał, ku zionącym ogniem oknom. Po chwili dostrzegła, jak coś wyłania się z płomiennej ściany, potężna, ciemna diabelska sylwetka nerwowo wymachująca ogonem, wle[piająca się w nią żarzącymi się ślepiami.
Dodano: 2007-10-29 21:14
uż nie śniła, był księżyc, rozgwieżdżone niebo, cichy las...
Ale czegoś tu brakowało, lub kogoś...
Dała upust swym emocjom, smętnie wyjąc
PAC W GŁOWĘ, warknęła na Morti, która jakoś nigdy nie była zwolenniczką jej nocnych śpiewów...szczególnie jeśli spała obok.
Ale w tym momencie coś zadymiło ze zgliszczy i ukazało się coś co mocno przykuło uwagę wilczycy. Wstała i zbliżyła się po cichu do gruzów...
Kolejny podstęp? Tym razem nie da się wynieść...
_________________
Dodano: 2007-10-29 21:29
Przysiadł na stosie zgliszczy, za nim zaś płonąca posiadłość zapadła się w sobie, strawiona do reszty przez płomień.
- Znowu tutaj ? - syknął. - Niech to szlag... za jakie grzechy ? - warknął zerkając na zdziwioną wilczycę i śniącą tuż obok niej siostrę. Po chwili i w jego oczach pojawił się niemały wyraz zdziwienia. Wybałuszył gały, powędrował wzrokiem nieco za siostry, w ciemność spowijającą teren za nimi. Nagle z niej wyłoniły się mroczne postaci, niby ludzkie, lecz szczerzące kły, doskonale uzbrojone. 10, 20, 30... naliczył.
- Ożesz ścierw... - zaklnął.
- Co my tutaj mamy ? - zapytał jeden z przybyszy.
- Ścierwojady i to coś. - odezwał się inny. Przeładowali broń i wymierzyli w zaskoczone wilkołaczyce i w Rogatego.
- Bez sztuczek... - nakazał wielki, barczysty, zapewne dowódca oddziału. - Naruszyliście nasz teren i teraz idziecie z nami.
Dodano: 2007-10-29 22:24
Nareszcie będzie zadyma, jak równy z równym...-sarknęła w myśli Nmdraug, z pewną jednak niechęcią odwracając się od Demona.
Gangrele, no cała armia...aż milo popatrzeć, bo i jest na co.
Chyba z niej jeszcze nie wywietrzał zapach tamtego... Zerknęła w dół, no tak... prowizoryczny gorset był sklecony z rękawa jego kurtki...
Przybrała dumną pozę i prześwidrowała prowokująco oczyma przywódcę klanu.
Zdawała się mu grozić i przysięgać zemstę, w razie wyrządzenia im jakiejkolwiek krzywdy.
Miała powody przypuszczać że nie mają wielkich szans wygranej, gdyby się teraz na siebie rzucili... na pewno nie bez Mordraug, która spała w najlepsze i nic nie wskazywało na to by prędko się zbudziła...
Warknęła na wampira, który zbliżył się teraz ku niej i zaczął bezczelnie obszukiwać, zupełnie jakby to nie było oczywiste, że "ścierwojadom" wszelka broń jest zbyteczna. Obdarzył ją paskudnym uśmiechem, widząc jej złość. Dwóch innych postwiło sobie najwyraśniej za ambit by obudzić Morti. I to był ich błąd...
Dodano: 2007-10-29 22:44
Odpoczywała, regenerowała siły po ciężkiej walce. Była spokojna, wyciszona, szczęśliwa, że może się w końcu troszkę zrelaksować...
Coś ją nagle szturchnęło, drapnęło, to z jednej strony to z drugiej. Poczuła jak krew jej uderza do głowy, jak utracona energia powraca ze zdwojoną siłą, jak chęci walki do niej garną.
Gwałtownie się podniosła, złapała obcego za łapę, pociągnęła ku sobie.
-Nikt do diabła nie będzie od tak sobie mnie budził!!- zaryczała wprost do ucha zszokowanego Gangrela i jednym ruchem ręki złamała mu łapsko. Wściekle spojrzała w ciemne ślepia- w tym momencie wróg skulił się i zaczął łkać jak małe szczenię. Podwinął ogon i skrył się w gęstych krzakach.
Wilczyca spiorunowała czerniejącymi oczyma armię rozwścieczonych Gangreli. Coś w niej rosło, coś niewyobrażalnego, a ona nie czuła nic prócz żądzy krwi...
Dodano: 2007-10-29 22:56
Korzystając z zamieszania, oddała piękny dłuuuuugi skok i wylądowała na klacie jakiegoś krwiopijcy, przewracając go na glebę i zasłaniając się jego wielkim ciałem od nadciągających pocisków. Odrzuciła to co z niego zostało, i już już miała umknąć w las, gdy czyjeś potężne ramię zacisnęło się na jej tali i ścisnęło tak, że jej pociemniało przed oczami. Poczuła zimną stal przy szyi, kątem oka widząc jedynie siostrę schwytaną przez dwóch rosłych Gangreli, szemrających coś pod nosem.
No to koniec, wpadnięte jesteśmy jak muchy do masła...
-przewróciła ślepiami- taki wstyd...
Dodano: 2007-10-30 08:01
Podchodzili ostrożnie, trzech, zbrojnych w karabiny, długowłosych, jakby nie wiedzieli czego się spodziewać po dziwactwie siedzącym na stosie popiołu. Rogaty tylko mierzył ich czujnym wzrokiem, nie miał żadnego oręża, lecz i żadnego nie potrzebował. Ujrzał wilczyce walczące z wąpierami, uśmiechnął się podstępnie, przewędrował wzrokiem po okolicy i dojrzał mozliwą drogę ucieczki. W zarośla, ku gęstwinie, gdzie krwiopijcy nie mieliby w strarciu z nim najmniejszych szans. Kątem oka ujrzał jeszcze wycelowane w niego, jakby błagalne spojrzenie Mordri, szamotającej się w objęciach dwóch Gangreli.
Podrapał sie po łbie, uśmiechnął się do niej, po czym, ku zaskoczeniu napastników, dał błyskawicznego nura w dzicz, z impetem uderzając w ścianę liści i gałęzi, a następnie znikł w spowijających tamto miejsce ciemnościach.
Dodano: 2007-10-30 13:31
Dwa przerośnięte paskudztwa nie darowały jej tego, co zrobiła z ich sprzymierzeńcem. Rzuciły się na nią, przytrzymując jej ręce, boleśnie je raniąc ohydnymi szponidłami. Nie mogła się poruszyć, już widziała jak w jej kierunku biegnie kolejny wamp. Szybko myślała nad planem, który mógł by ją wybawić z opałów. Wtedy przed oczyma śmignęła jej znajoma postać Rogacza. Spojrzała na niego i przez chwilę przeleciała jej myśl, że może im pomoże. Ale on zginął gdzieś w zaroślach.
Zanim zdążyła się zorientować, poczuła nieprzyjemne ukłucie w brzuch, które potem przerodziło się w potworny ból. Odkaszlnęła sporą ilością czerwonej cieczy.
-Ty kupo łajna! Nie daruję ci tego!- warknęła na padalca, po czym zaczęła zamieniać się w ogień. Trzymający ją Gangrele odskoczyli na boki jak poparzeni. Już miała zadać cios wrogowi, gdy nagle zabrakło jej sił, zakręciło się w głowie i osunęła się na wpół przytomna na ziemię.
Na ten widok prześladowca szyderczo się uśmiechnął, wyszczerzył kły i zaczął zbliżać się ku wilczycy...
Dodano: 2007-10-30 15:32
-Ani się rusz, bo Ci ten piękny pyszczek odstrzelę na srebrno- chrapliwy głos przywódcy, ledwo słyszalnie dotarł do jej uszu.
-Pójdziesz po dobroci, albo cię tam, cholerna alfo zaciągniemy- to mówiąc rzucił ją na ziemię i natychmiast wycelował w jej plecy.
Łypnęła na niego spode łba, ale nie było żartów, wstała i ruszyła tam gdzie ją popchnięto, słysząc za sobą szydercze wycia.
Jeszcze zobaczymy kto tu kogo...- w myślach starała sie ułożyć plan ucieczki... ale coś jej nie szło.
Przez dłuższy czas przedzierali sie przez dzikie chaszcze, dziwnie ruchome, mimo, ze wiatru nie było żadnego. Raz jeden, zdawało sie że spomiędzy liści zaświeciły na nią czyjeś wielki oczy. Jednak gdy się niespokojnie obejrzała, oczy zniknęły a na ramieniu poczuła ciężkie łapsko Gangrela...
Dodano: 2007-10-30 17:43
Uformowali kolumnę, która ruszyła w głąb zdziczałej alei. Wilczyce w środku, po bokach dwie kolumienki wampirów-strażników, na czele przywódca. Nie wiadomo, dokąd je zabierali, powoli jednak cały ten pochód począł opuszczać dziwaczny las, który wzrósł na terenach okalających trupiarnię. A obecnie jej zgliszcza.
Usłyszeli szlest liści, świst wichru, dostrzegli tylko niesamowicie szybki cień, który przebiegł tuż przed nimi, na wyciągnięcie ręki i sypnął im czymś w twarze. Dwóch tylnych strażników krzyknęło, strzepując z siebie zagadkowy pył, a swym wołaniem zatrzymało przednią część orszaku.
- Co do... ? - zapytał przywódca Gangreli.
- Tam coś jest, w ciemności. - odparł jego przyboczny zaklinacz, niespokojnym wzrokiem mierząc korony drzew.
- Może ten... cokolwiek to było... - stwierdził któryś ze strażników.
- Możliwe. - odparł dowódca, po czym wrzasnął do tylnych gwardzistów. - Wy tam, w porządku ?
- Tak, to był jakiś głupi żart. - usłyszał. Spuścił wzrok na zaklinacza, a ten spokojnie odrzekł.
- Nie wyczuwam żadnej magii w pobliżu.
- Dobrze. Miejcie się na baczności. Nie traćmy tu czasu. Wschód się zbliża. - rzekł dowódca, dając znak do dalszgo marszu.
Dodano: 2007-10-30 17:49
Nimdraug przystanęła, i nabrała w płuca powietrza, tak to na pewno był on...
Ratunek być może już bliski, zacisnęła zęby by nie warknąć, gdy idący za nią Gangrel popchnął ja dalej...
Dodano: 2007-10-30 18:28
- Chodź do mnie, chodź do mnie... - usłyszał kuszący kobiecy głos i odwrócił się w stropnę zarośli, wśród których dojrzał kuszącą postać wampirzycy. Stała tam, eteryczna niczym mgły, które wezbrały nad chłodnym gruntem, i wyciągała ku niemu dłonie. Gangrel nie zastanawiał się długo, wystawił ozor, odłączył od orszaku i pognał ku postaci. Już był przy niej, rozpalony od środka, gdy coś rąbnęł go w twarz i z impetem zaliczył glebę, nawet nie piskając. Jego towarzysz począł zachowywać się co najmniej dziwnie. Zataczał się, marotał coś, wreszcie począł wrzeszczeć:
- Drzewa gadają, drzewa gadają, uciszcie je, zamknąć dziuple spróchnialce...
- Co tam się dzieje ? - zdziwił się dowódca. Przebił się na koniec orszaku, a wtedy oszalały Gangrel rzucił się na niego i powalił na ziemię.
- Zabiję... zabiję zmorę... - syczał. Reszta wąpierów w osłupieniu przyglądała się całej sytuacji, nagle poczuli chłodny powiew tuż za sobą.
- Niech to... ! - wrzasnął zaklinacz. Rozległ się strzał, po nim wyraźny odgłos gryzienia, kłów zatapianych w ciepłym mięsie, miażdżonej tkanki. Oszalały gangrel osunął się martwy na ziemię, a dowódca wypełzł z pod niego, oblizując zakrwawione usta.
- Co się stało Urielu ?! - warknął.
- Zniknęła. - oznajmił zaklinacz, wskazując na miejsce, w którem jeszcze chwilę temu znajdowała się Mordraug.
- Jak to ? - wzburzył się, po czym podszedł do Uriela, rzucając wrogie spojrzenie na zdziwioną Nimdraug. Chwycił zaklinacza za gardło i zapytał.
- Jakim cudem ? Przecież nie wyczuwasz żadnej magii ? Co sprawiło, że jeden z naszych oszalał, drugi zniknął, a ta psica wyparowała ?! - wyglądał na zdrowo poddenerwowanego.
- Ja.. nie mam pojęcia... - bełkotał Uriel. Dowódca puścił go i zwrócił się do wilkołaczycy.
- Ona wie... i za chwilę nam powie. - uśmiechnął się podle.
Dodano: 2007-10-30 18:41
-Tknij mnie, a Kenare będą mnie mścić na dzieciach Twoich dzieci- cichy głos wilczycy, przerodził sie w warkot. -Zapłacicie za zniewagę, za to żeście nas zaciągnęli w tak powalone miejsce.
Gabgrel obnarzył kły w nieprzyjemnym usmiechu i ruszył na nią. Stała wyprostowana jak struna, patrząc mu odważnie prosto w oczy.
Złapał ją za gardło...
-Gadaj -wycharczał przejeżdżając ostrym pazurem wzdłuz zszyć ubrania. Niektóre z nich pękły, ukazując gładkie ciało Nimdraug. Wilczycy z nienawiści zżółkły oczy.
-Pożałujesz tego ty pomiocie...
nie skończyła, Gangrel nagle zawył z bólu...
Dodano: 2007-10-30 21:02
Nie mogli niczego widzieć, sama Nimdraug nie dostrzegła tego, choć znajdowała się tuż przy siostrze. Gdy Gabriel poszedł uspokoić furiata, zagadkowy cień zleciał z korony pobliskiego drzewa, bezgłośnie wylądował, chwycił Mordraug i zniknął z nią w pobliskim gąszczu, zarośniętym zaułku jakiejś starej alejki. Nimdraug poczuła tylko delikatne muśnięcie wiatru, nic więcej.
Rogaty ułożył półprzytomną Wilczycę pośród listowia, po czym wrócił w pobliże orszaku. Dostrzegł Gabriela zbliżającego się ku Nimdraug, słyszał ich rozmowę. Namyślanie się co dalej nie zajęło mu wiele czasu. chwycił sklecony naprędce nieco wcześniej, prowizoryczny łuk, takąż strzałę, wycelował w przywódcę i posłał brzeszczot wprost w jego serce. Niestety, niedoskonałość oręża sprawiła, że grot chybił, godząc wąpiera w udo. Gabriel zawył z bólu, spojrzał ku ranie i lekko się odsuwając od Wilczycy, począł rozglądać się dookoła.
- Wyłaź, czymkolwiek jesteś. Dość tych żartów ! - wrzasnął, gestem dłoni nakazując reszcie oddziału przyjąć formację obronną.
Dodano: 2007-10-30 21:08
Wilczyca, zapędzona w róg, nie za bardzo wiedziała co ze sobą zrobić, rozglądała się tylko wściekle, po pilnujących ja kreaturach...
Raz tylko spojrzenia jej i przywódcy skrzyżowały się, wzajemnie się sztyletując.
Jego oczy zdawały sie mówić: Jeszcze do tego wrócimy...
Jej: Lepiej żebyś sie nigdy nie narodził...
Dodano: 2007-10-30 21:28
- Wynośmy się stąd... - syknął Uriel, wspierając się na potężnym kosturze i wpatrując w Gabriela.
- Straciliśmy jedną. - odparł dowódca.
- Możemy stracić więcej, jęsli się stąd nie ruszymy. To jakieś dziwne miejsce, dzieją się dziwne rzeczy. Wschód się zbliża. Musimy wracać, wzywają nas. - zaklinaczowi odpowiedziało tylko chrapliwe warknięcie Gabriela, bacznie przyglądającego się zaroślom.
- Dobra, opuśćmy tą przeklętą ziemię. - syknął dowódca, na co jego podwładni pochwycili Nimdraug. Rogaty siedział w krzakach i bacznie obserwował. Nie reagował, nie było sensu. Gdyby zdecywdował się odbić wilczycę, nic by mu z tego nie przyszło. Kolejny bezsensowny, bohaterski czyn. Tak przynajmniej mógł się dowiedzieć, skąd przybyli napastnicy. Dotrzeć tam, idąc po ich śladach. Znaleźć coś ciekawego. Gdy oddział opuścił knieję, uchodząc na ulice miasta, łowca powrócił do Mordraug.
- Ehhh... - westchnął, przykucając przy niej i ocierając jej gorące czoło i skrapiając usta nektarem z kwiatów. - Zdrowiej sopokojna, córo wilka, twój czas jeszcze nie nastał. - wyszeptał jej do uszu, po czym wyruszył tropem wąpierów, ulicą między zrujnowanymi, starymi domami.
Dodano: 2007-10-30 21:55
Teraz miała szansę, kiedy nastawały powolnie godziny snu wszystkich nieumarłych ona nadal była w stanie egzystować.
Gorzej z przemianą...
Mijając rudery, godne tylko nosferaturowych przybłęd Nimdraug ostrożnie się rozglądała, aż w końcu dostrzegła nie wielką lukę w murze, obok której po kolei przechodził jej oddział.
Wampiry stawały sie coraz bardziej niespokojne, zaczynało świtać... Korzystając z tego, w pewnej chwili wilczyca upadła i przeturlała się pod nogami jednego z pilnujących. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zniknęła w wąskiej szczelinie gruzowiska.
Gabriel wściekle zaryczał... Otumanione ciężka dla nich pora gangrele stłoczyły się przed murem, rozdrapując wnękę. Zaczął sie pościg...
Dodano: 2007-10-30 22:45
Nękały ją koszmary, które już od dłuższego czasu nie dawały jej spokoju. Jej kruche ciało nienaturalnie drgało. Na czole pojawiały się małe kropelki, które błądziły po jej bladych policzkach. Majaczyła coś niezrozumiale, zawzięcie drapiąc ziemię.
Nagle coś ją tknęło, mocno ukuło w serce.
-Nimdraug!- zachrypiała ledwie dosłyszalnym głosem. Wiedziała, że coś grozi jej bliźniaczce, ale nie potrafiła jej fizycznie pomóc. Nie mogła się nawet ruszyć.
Z trudem podniosła się do pozycji siedzącej, skupiła wszystkie swoje myśli i oddała się medytacji. Tylko w taki sposób mogła się porozumieć z wilczą siostrą i pomóc jej wydostać się z tarapatów...
Dodano: 2007-10-30 22:59
Drapała się właśnie po stercie gruzów, słysząc za sobą chrobotanie... gonili ją... byli jakby dalej, ale miała niepokojące wrażenie, że ten dom, a właściwie jego pozostałości żyją własnym życiem.
Musi sie wydostać na słonce, na słońce...
ściany zdawały sie to zbiegać, to przesuwać, tworząc nieskończony labirynt, pogrążony w półmroku. W końcu gdzieś nad sobą ujrzała nie wielki lufcik, w sam raz by sie przecisnąć!
Pozostawała jednak tylko jedna kwestia do rozgryzienia...
Pod ścianą coś się czaiło...
Chrobotania zdawały sie zbliżać.